zarzadu - wszystko to przyczyniło sie do finansowych

nie mogę. Muszę się przekonać, ile on wie o moim dziecku. A
zaskoczony.
że idzie tam dzisiaj? Bardzo chciała znać odpowiedzi, ale ugryzła się
215
głos złagodniał trochę, ale twarz była wciąż nieprzenikniona.
- Daj mi się najpierw wytrzeć. Wzruszył ramionami i patrzył jak dziewczyna idzie na koniec basenu. Wytarła się, założyła bluzkę, przewiązała tasiemki pod drobnymi piersiami i włożyła brudne dżinsy. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że Cassidy dumnie zadziera głowę, jakby miała do czynienia z wrogiem. Zastanawiał się, czy o nim słyszała, ale doszedł do wniosku, że nic go to nie obchodzi. Czekał, aż się odwróci. Miała niesamowicie długie nogi i była wyższa od swojej siostry, która z kolei miała bardziej kobiece kształty. Wyglądała dumnie jak paw, który nie ma zamiaru ustąpić. - Ujeździłeś konia? - spytała, podchodząc do niego. Zmęczyła się pływaniem i miała zarumienioną od wysiłku twarz. Piegi, które zdobiły jej nos, teraz były prawie niewidoczne. Zamykała duże oczy koloru złotej whisky, żeby strząsnąć z rzęs krople wody. - Niezupełnie. Trzeba się przy nim nieźle naharować. - Przecież mija tydzień... - Pięć dni - poprawił ją Brig. - Zajmie mi to o wiele więcej. - Dlaczego? Nie wiesz, jak go złamać? Przyglądała się, jak jego zarośniętą twarz leniwie wykrzywia sarkastyczny uśmiech. - Nieraz potrzeba czasu. - Przeszył ją wzrokiem. - Nie można się śpieszyć, jeżeli chce się coś zrobić dobrze. Ścisnęło ją w żołądku. Oczami wyobraźni zobaczyła Briga niespiesznie kochającego się z Angie, która się wiła, rozpaczliwie go pragnąc. Cassidy z trudem przełknęła ślinę, a potem odkaszlnęła. - Wydaje mi się, że wiesz, co robisz... - Wiem. - Więc możesz zrobić to szybciej. - A goni mnie coś? - Odchylił się nieco do tyłu i zmrużył oczy. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. - Lato... Lato się prawie kończy. Chcę spędzić tyle czasu... - Mówiła jak rozkapryszona, zepsuta, bogata dziewczyna, która nie może się doczekać, żeby postawić na swoim. - Po prostu chciałabym pojeździć, to wszystko. - Przecież twój ojciec ma inne konie. Całe mnóstwo. - Ale ten jest wyjątkowy. - Dlaczego? Znowu poczuła się jak głupia smarkula, ale nie było sensu go okłamywać. Podejrzewała, że chłopak rozpozna, że kłamie. - Tata wiedział, że szaleję za końmi i chciał mi jednego podarować. Wyjątkowego. Więc pozwolił mi wybrać klacz i ogiera na jego rodziców. To był prezent na moje trzynaste urodziny. Brig prychnął i pokiwał głową, jakby nie był w stanie zrozumieć bogatych ludzi. - Wybrałam najmądrzejszą klacz i najdzikszego ogiera. - Więc to wszystko tłumaczy. - Rzucił jej drwiące spojrzenie i wyjął z kieszeni paczkę papierosów. - Nie mów mi, że stary pozwolił ci patrzeć, jak konie biorą się do roboty. - To nic wielkiego - skłamała. Przypomniała sobie, jak podniecony ogier, czując zapach klaczy w rui, staranował swój boks, ugryzł ją w kark i wspiął się na nią. To był dziki, zwierzęcy, brutalny seks. Cassidy odkaszlnęła. - Hodujemy tu konie. Cały czas się to dzieje. - I ty się przyglądasz? - Zapalił papierosa i wypuścił dym. - Czasami. - Jezu! - Zaciągnął się, wstał i popatrzył na piaszczystą drogę, która wiła się między drzewami i wokół domu. - Trzymaj się z daleka od Remmingtona jeszcze przez tydzień. Do tego czasu będzie gotów. - Nie chcę, żebyś złamał w nim ducha. - Co? - Brig odwrócił się i kątem ust wypuścił mgiełkę dymu. - Nie zrób z niego potulnego kucyka, dobra? Nie bez powodu wybrałam jego rodziców. Mam to, co chciałam. Więc nie schrzań tego. Nie chcę mieć kuca na pokaz. Usłyszała, że Brig klnie pod nosem. Zniknął za rogiem domu. Sunny McKenzie zamknęła oczy, opuszką palca dotknęła linii wielkiej kobiecej dłoni i lekko zadrżała. Nic nie mogła wyczytać z mięsistych rąk Belvy Cunningham, bo kobieta była ciężko chora. - Po prostu mi powiedz, czy nam się uda. - Belva wyrwała Sunny z zamyślenia. - Muszę wiedzieć, czy w tym roku stado... - Ćśś... - Sunny zmarszczyła czoło, ale nie z powodu stada, którym tak martwiła się Belva. Nie... Czuła coś innego. - Będziesz miała gości... z daleka. Jeden mówi z akcentem. - To Rosie i jej nowy mąż, Juan. Jest Meksykaninem. Ona zawsze była dzika. Nigdy nie umiałam jej poskromić. Poznała Juana w Juarez, związała się z nim i przywiozła go do Stanów. Mieszkają w Los Angeles, ale zamierzają się tu przeprowadzić. - Przywiozą ze sobą kłopoty. - Sunny poczuła chłód na kręgosłupie. - Kłopoty? - Słowo zawisło w powietrzu. - Jakie kłopoty? Och, Boże, chyba nie dziecko...
że byłaś złą matką?
nawet nas poznać. Ale jeśli tak się nie stanie, proszę, nie czujcie się,
- Mamy zaginięcie czteroletniego chłopca - odezwała się Debra
paroksyzmy bólu, straszliwe drgawki, które trzęsły jej bezwładnym
krzesła Milli, a kciuk niby przypadkiem otarł się o jej ramię. Dopiero
potwornie gorąco, ale nigdy aż tak.
- Nie masz nic do powiedzenia? - usłyszała zza pleców jego
- Przepraszam - powtórzyła cicho, patrząc w ciemność przez


Sally Greenepracownicze plany kapitałowepracownicze plany kapitałowe

- Shelby, prawdziwego zabójcę znaleźliśmy dziesięć lat temu. Problem w tym, że teraz jest na wolności.

niej samej? W każdym razie sumienie jakoś nie bolało. Wręcz
- I co? - spytał. - Chciałaś tak po prostu się na niego rzucić?
- Jesteś za sprytna i za mądra, by w ogóle mogło być inaczej.

trafił, to ten wiodący do Guadalupe, tej nocy, której spotkała Diaza.

podgladali ich teraz zza ¿aluzji. Wiał zimny, listopadowy
pani jak na jeden raz. Nie powinnam była...
dziewięć lat był czysty.

skonana, że marzyła tylko o padnięciu na łóżko i zagrzebaniu się w

którym Shelby jeździła jako dziecko - był wart więcej niż chevrolet matki Katriny. A jej mały samochód... Porsche.
martwilismy. - Spojrzała przez ramie. - Donald zaraz tu bedzie
po tylu latach wciąż tu było.